Jak zamienić „festiwal egocentryzmu” we wspólną wizję? Case study.
Data realizacji: 13.02.2020
Lokalizacja: Hotel Centuria
Rodzaj eventu: Maszyna Goldberga
Liczba uczestników: 20 osób
Profil grupy: biuro projektowe
Uczestnikami eventu byli przede wszystkim indywidualiści, z których każdy doskonale wie, co robić, ale… nikt nie patrzy poza własne biurko. Brzmi znajomo? Dowiedz się, jak za pomocą kilkuset listewek, rurek i piłeczek przełamaliśmy barierę „to nie moje zadanie” i nauczyliśmy grupę indywidualistów, że prawdziwy sukces zaczyna się tam, gdzie kończy się ich strefa komfortu.
Spis treści:
Kiedy „dobrze wykonane zadanie” to za mało. 🧩
Maszyna Goldberga to scenariusz, który zawsze gwarantuje emocje, ale tym razem wyzwanie było specyficzne. Klient podczas briefingu postawił sprawę jasno: brakuje nam świadomości wspólnego celu. Zespół składał się z osób, które świetnie dowoziły swoje tematy, ale kompletnie nie czuły potrzeby wspierania kolegów z innych działów. Brakowało chemii i wzajemnej pomocy poza wyznaczonym obszarem działania. Wybór tej konkretnej atrakcji był strzałem w dziesiątkę – tu nie da się wygrać w pojedynkę.
Logistyka kontra rzeczywistość, czyli awaria na dzień dobry.🔌
Zasada jest prosta: na obiekcie meldujemy się minimum 2 godziny przed startem. Przy Maszynie Goldberga to absolutne minimum, bo liczba elementów konstrukcyjnych, rekwizytów i drobnicy jest przytłaczająca. Do tego dochodzi technika: projektor, laptop, nagłośnienie.
I tu pojawiły się pierwsze schody. Hotel miał zapewnić ekran i rzutnik, więc tym razem nie zabraliśmy swojego sprzętu z biura. Na miejscu okazało się, że poprzednia grupa zepsuła projektor, a obsługa nie zdążyła go naprawić ani nas o tym uprzedzić. Klasyka gatunku. Hotel dwoił się i troił, próbowali nawet pożyczyć sprzęt z sąsiedniego obiektu, ale czas uciekał. Zostałem na rozpoczęciu bez możliwości wyświetlenia filmu instruktażowego.
Co robisz w takiej sytuacji? Improwizujesz. Z animatorami błyskawicznie przygotowaliśmy mini-stanowisko demonstracyjne, które pokazywało tzw. „przekazanie energii” w praktyce. Na boku postawiłem laptopa z filmami z innych realizacji dla chętnych. Efekt? Tylko jedna grupa z ośmiu podeszła do komputera. Okazało się, że żywe demo i jasne tłumaczenie zasad „twarzą w twarz” zadziałały lepiej niż kinowa projekcja.
Festiwal egocentryzmu pod lupą. 🧐
Początek gry był fascynujący z punktu widzenia obserwatora, choć nieco przerażający dla trenera. To, co mówił klient, objawiło się z pełną mocą: każdy budował swój odcinek, jakby od tego zależały losy świata, kompletnie ignorując sąsiadów.
Doszło nawet do absurdalnych sytuacji, w których grupy podkradały sobie elementy konstrukcyjne, zamiast zapytać, czy są wolne. Nikt nie sprawdzał, czy ich „mechanizm” w ogóle będzie pasował do tego, co budują koledzy obok. Gdybym pozwolił im tak działać do końca, finał byłby spektakularną katastrofą.
Moment zwrotny: „Stop klatka!” 🛑
W połowie czasu gry musiałem podjąć decyzję o zatrzymaniu zabawy. To był najważniejszy moment tego eventu. Wyjaśniłem im jeszcze raz, bardzo dosadnie: „Budujecie JEDNĄ maszynę, a nie osiem osobnych zabawek”.
Zmusiliśmy grupy do odejścia od swoich stanowisk i rozmowy z zespołem „przed nimi” i „za nimi”. To wymuszone porozumienie zdziałało cuda. Nagle okazało się, że mogą sobie nawzajem pomóc, zweryfikować pomysły i – co najważniejsze – dopasować punkty styku mechanizmów. Dołożyłem do tego zasadę „czystego warsztatu”: jeśli czegoś nie używasz, oddaj to na środek, żeby inni mogli skorzystać. W ciągu kilkunastu minut chaos zamienił się w jedną, sprawnie funkcjonującą organizację.
Finał, który zaskoczył nawet nas. 🏆
Dzięki temu, że uczestnicy w końcu „poczuli krew” i zrozumieli, na czym polega współpraca, etap testów poszedł błyskawicznie. Standardowo robimy 2-3 próby generalne, zanim nastąpi oficjalne odpalenie. Tym razem? Już pierwszy test okazał się pełnym sukcesem. Wszystko zadziałało tak płynnie, że kolejna próba nie miała sensu. Indywidualiści zrozumieli, że kluczem do sukcesu nie jest ich „najlepszy moduł”, ale sprawna komunikacja na stykach.
WNIOSKI PRAKTYKA. 💡
Poniżej zebrałem konkretne lekcje, które wyciągnąłem z tej realizacji – zarówno dla eventowców, jak i dla managerów zarządzających zespołami:
Zasada ograniczonego zaufania do sprzętu (Redundancja): Nawet jeśli hotel obiecuje złote góry i sprawny sprzęt, zawsze warto mieć w aucie „zestaw ratunkowy”. Tym razem uratowała nas kreatywność, ale własny rzutnik oszczędziłby nam sporo stresu.
Wizualizacja „punktów styku”: W biznesie, tak jak w Maszynie Goldberga, błędy najczęściej powstają nie wewnątrz działów, ale na etapie przekazywania projektu dalej. Wymuszenie fizycznej rozmowy między grupami to najlepszy sposób na wykrycie tych błędów.
Rola „przypominajek” o zasobach: Ludzie mają tendencję do chomikowania zasobów (w evencie: listewek, w biurze: informacji). Regularne przypominanie o zwracaniu nieużywanych elementów do puli wspólnej uczy hojności zawodowej i usprawnia pracę wszystkich.
Interwencja jest lepsza niż porażka: Jako prowadzący nie możesz bać się przerwać gry, jeśli widzisz, że grupa idzie na ścianę. Krótki, merytoryczny „feedback na żywo” jest wart więcej niż godzina analizy po nieudanym projekcie.
Sukces klienta to zmiana postawy: Klient osiągnął swój cel nie dlatego, że maszyna zadziałała, ale dlatego, że jego pracownicy realnie poczuli różnicę między pracą „u siebie” a pracą „dla nas”.
Podsumowanie. 🎤
Z tej realizacji zapamiętam tę grupę jako zbiór silnych indywidualności, które potrzebowały „uderzenia w stół”, by dostrzec szerszą perspektywę. To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że Maszyna Goldberga to nie tylko zabawa techniczna, ale przede wszystkim bezlitosne lustro dla relacji w zespole. Czasem trzeba zatrzymać cały proces, by uświadomić ludziom, że sami mogą zbudować coś ładnego, ale tylko razem mogą zbudować coś, co naprawdę działa.
FAQ – Wszystko, co musisz wiedzieć o Maszynie Goldberga ❓
1. Czy Maszyna Goldberga jest trudna dla osób bez zdolności technicznych?
Absolutnie nie! Liczy się pomysłowość i kreatywne wykorzystanie przedmiotów codziennego użytku.
2. Ile czasu trwa zazwyczaj budowa takiej maszyny?
Zazwyczaj rezerwujemy na to od 2 do 3 godzin, wliczając w to instruktaż i finałowe odpalenie.
3. Co jeśli maszyna nie zadziała za pierwszym razem?
To element zabawy! Mamy czas na poprawki i testy. Porażki na etapie budowy uczą cierpliwości i analizy błędów.
4. Ile osób może liczyć jedna grupa warsztatowa?
Najlepiej pracować w zespołach 6-8 osobowych. Pozwala to na realne zaangażowanie każdego uczestnika.
5. Czy musimy mieć własny sprzęt lub narzędzia?
Nie, zapewniamy wszystkie niezbędne elementy: od młotków i rurek po taśmy, piłeczki i elementy dekoracyjne.
6. Jakie cele integracyjne realizuje ten scenariusz?
Przede wszystkim komunikację, zarządzanie zasobami, pracę pod presją czasu i świadomość wspólnego celu.
7. Czy event można zorganizować w małej sali konferencyjnej?
Wymagana jest przestrzeń, która pozwoli na swobodne ustawienie stołów i komunikację między nimi. Dobieramy liczbę grup do metrażu sali.
8. Co jeśli grupa zupełnie nie ma pomysłu na swój odcinek?
Nasi animatorzy pełnią rolę konsultantów – nie budują za uczestników, ale podpowiadają rozwiązania techniczne i inspirują.
9. Czy Maszyna Goldberga to atrakcja tylko dla branży IT/technicznej?
Skądże! Świetnie bawią się przy niej działy sprzedaży, HR, a nawet kadry zarządzające. Każdy wnosi inną perspektywę.
10. Jakie jest największe ryzyko podczas tego eventu?
Właśnie ten „festiwal egocentryzmu”, o którym pisałem – czyli skupienie się tylko na swoim kawałku układanki z pominięciem reszty zespołu.
O Autorze
Łukasz Guzy – ekspert eventowy i certyfikowany trener biznesu z 10-letnim stażem. Od 6 lat jako Szef Działu Realizacji w Projekt Efektywny Events&Travel Sp. z o.o. dba o najwyższą jakość i merytorykę projektów. Zrealizował ponad 1000 eventów (live i online). Dzięki kompetencjom trenerskim nie tylko organizuje wydarzenia, ale skutecznie moderuje procesy grupowe, budując w zespołach autentyczne zaufanie i sprawną komunikację.









